Mamy odpowiedź na Jak na ironię zabawna krzyżówka jeśli masz problemy z wypełnieniem siatki! Krzyżówki stanowią trening umysłowy, który może pomóc w utrzymaniu aktywności i zaangażowania mózgu, co jest szczególnie ważne w miarę starzenia się.
Wyszukiwarka, wyniki wyszukiwania frazy: ironię - wiersze. obłok. Wiersz 29 sierpnia 2010 roku, godz. 2:14 Jak na ironię przez ten cały pieprzony czas
Jak na ironię film o amerykańskich żołnierzach w Iraku, wygrał( w walce o najlepszy film oscara) z Avatarem który swoim przesłaniem atakował imperializm i napad na kraj tylko po to żeby zdobyć
- Ty wiesz lepiej, ty wykładasz na Sorbonie - odrzekł z lekką ironią - ja jestem tylko prostym historykiem.. źródło: NKJP: Maria Nurowska: Rosyjski kochanek, 1996 – No, to mi się podoba!
Translations in context of "na ironię podobna" in Polish-English from Reverso Context: Jak na ironię podobna asteroida, do tej, która utorowała nam drogę rozwoju, może pewnego dnia zetrzeć nas z powierzchni planety.
Inflacyjne skutki wysokich stóp procentowych nazywane są „efektem Cavallo” na cześć Domingo Cavallo, ministra finansów Argentyny, który opisał to zjawisko w swoim doktoracie złożonym w 1977 roku na Uniwersytecie Harvarda. (Jak na ironię, kiedy w latach 90. stanął na czele resortu w wiecznie zmagającej się z inflacją
Studenti identifikují typy ironie v literatuře pomocí charakterové podoby na jejich storyboardu. Studenti vytvářejí scénáře, které ukazují a vysvětlují každý druh ironie, jak se vyskytuje v literární práci; pomocí konkrétních nabídek z textu, které zvýrazňují ironii. Studenti vytvářejí storyboard o něčem
Jak napisać tekst na komputerze i wydrukować? Jak zainstalowac plik ISO na komputerze? Klikamy nagraj, gdy włożymy płytę do napędu. Czekamy, aż obraz nagra się na płycie. Aby zainstalować plik ISO, należy odtworzyć plik w napędzie i wybrać opcję instalacji. Można skorzystać z programów do tworzenia wirtualnego napędu DVD
Tłumaczenia w kontekście hasła "ironie" z polskiego na angielski od Reverso Context: ironię, jak na ironię Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate
Voorbeelden van verbale ironie in 39 velden: Astronomie Voorbeeld: Na al onze geavanceerde telescopen kunnen we mijn verloren sokken nog steeds niet vinden. Uitleg: Dit speelt in op de ironie dat we ondanks onze geavanceerde technologie om het uitgestrekte universum te verkennen, eenvoudige, alledaagse problemen niet aankunnen. Literatuur
HqvE. Agata Witkowska-WójtowiczUniwersytet Śląski Pamięci Josifa Brodskiego w 10. rocznicę śmierci Imię Josif Brodski urodził się 24 maja 1940 roku w Leningradzie. Zdanie banalne, proste i mało atrakcyjne, jak na zdanie rozpoczynające jakikolwiek tekst i mające stanowić zachętę do dalszej lektury. Ale jeżeli przyjrzymy mu się bliżej, bez uprzedzeń do formy nadużywanej przez młodzież szkolną, doszukać się możemy w nim bardzo istotnych treści. To zdanie zawiera podmiot, będący równocześnie głównym przedmiotem naszego zainteresowania i naszych rozważań. Zawiera imię i nazwisko człowieka. Nazwa wskazuje, wyodrębnia, a co za tym idzie staje się z człowiekiem tożsama. Podstawową funkcją imienia jest wskazanie na człowieka jako na jednostkę. (...) wskazuje ono na konkretnego człowieka i tak umożliwia jego identyfikację w czasie i przestrzeni.[1] Imię będzie żyło w symbiozie z człowiekiem, który je nosi, będzie mu służyć.. Będzie sygnowało grzbiety napisanych przez niego książek, będzie widniało w alfabetycznych katalogach bibliotecznych, a w przyszłości wskazywać będzie na miejsce jego wiecznego spoczynku. Bo kiedy człowiek przestaje istnieć, jego imię i nazwisko pozostaje i nadal go reprezentuje. Czasem, z rozmaitych przyczyn i pobudek, człowiek zmienia swoje imię, przybiera inne, lub ma ich wiele, nie ujawnia swojej tożsamości, albo sugeruje jej wielość. Ale ta sytuacja naszych rozważań nie dotyczy. Rzecz, gdy została nazwana imieniem, Natychmiast może stać się częścią mowy.[2] Napisał Brodski w jednym ze swoich wczesnych poematów. Sens tych słów należy odnieść do wszystkich rzeczy, także tych ożywionych. Z punktu widzenia gramatyki jesteśmy rzeczownikami, przypisanymi porządkowi langue, a realizującego się w parole. A język, w mowie czy piśmie, skutecznie opiera się niszczącej działalności czasu. Powinien być zatem dla nas bezcenny jako miejsce trwania.[3] To zdanie zawiera również informacje o czasie i przestrzeni, które zostają dane i przypisane człowiekowi z chwilą jego przyjścia na świat. Każdemu człowiekowi. Jest to sytuacja uniwersalna, archetypiczna, powszechna. To jest nasze dziedzictwo. Imię nadane. Nazwisko po rodzicach. Komplet genów określających płeć, wygląd, niektóre skłonności, czy zdolności, określane jako cechy wrodzone, a o których tak naprawdę niewiele wiemy, bo nie zostały ciągle jeszcze przez naukę do końca przebadane i zdefiniowane.[4] To przestrzeń w której zaczniemy wzrastać, która będzie na nas wpływać we wczesnym dzieciństwie, którą będziemy oddychać, będziemy ją chłonąć, będziemy odbierać jako naturalną, aż do momentu zetknięcia się z innymi ludźmi, innym myśleniem, a może i inną kulturą, i innymi, odmiennymi od naszej przestrzeniami. Ta pierwsza przestrzeń życiowa, to poza przestrzenią fizyczną: domem rodzinnym, ulicą, miastem, także ojczysty język, wzory i normy zachowań, tradycja, to wszystko to co nazywamy przestrzenią kulturową. To wreszcie taki a nie inny czas historyczny w którym przyjdzie nam żyć, i który będzie z czasem naszego życia nierozerwalnie spleciony. Początek To zdanie stanowi początek. Jest punktem wyjścia historii jednostki. By zacząć opowieść zawsze musi być jakiś początek. Coś musi się najpierw stać, by coś innego mogło stać się potem We wszystkim, co się staje potem, znać jakiś ślad tego co było przedtem. Logiki tej nie można odwrócić.[5] Człowiek swoich początków nie pamięta. Pomimo, że w nich uczestniczy nie czyni tego świadomie, jest jednostką jeszcze nie samodzielną. Już autonomiczną, ale jeszcze nie ukonstytuowaną. Już artykułującą swoje potrzeby, ale jeszcze pozbawioną autorefleksji, czy dystansu do samego siebie i otaczającego go świata. Pisząc o dzieciństwie nie możemy nie wspomnieć o wadze jaką dla tego okresu przywiązywał twórca psychoanalizy Zygmunt Freud. Z perspektywy psychologii głębi odkrytej i opisanej przez niego (chociaż stosunkowo słabo udowodnionej) należy patrzeć na człowieka jako na istotę złożoną, skomplikowaną wewnętrznie i nigdy do końca nie samoświadomą. Psychika ludzka składająca się z ego, id i superego zawiera takie obszary do których mamy dostęp tylko częściowy. Procesy zachodzące w naszej nieświadomości, czy nadświadomości, a będące poza naszą kontrolą, mają na ludzką osobowość i zachowania niebagatelny wpływ. To właśnie w nich teorii Freuda tkwi źródło późniejszych neuroz, fobii, kompleksów, przejęzyczeń, czynności omyłkowych, marzeń sennych, czy potrzeb kompensacyjnych.[6] Freud jest uczonym kontrowersyjnym i paradoksalnym, z jednej strony odkrywając złożoność, niejednorodność i nieświadomość psychiki ludzkiej, stał się inspiracją dla wielu naukowych dywagacji i zupełnie rewolucyjnych poczynań w sztuce (w czystej postaci wykorzystywał tę myśl surrealizm czy dadaizm), przede wszystkim przeczących pozytywistycznemu kartezjańskiemu racjonalizmowi. Z drugiej stał się celem krytyki zarzucającej mu, że sprowadził całe skomplikowane bogactwo natury ludzkiej do prostego wspólnego mianownika tłumionych popędów seksualnych i nieuświadomionych, wypartych, traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Nie tylko Adler czy Jung, ale i Brodski do takiego uproszczenia odnieśli się sceptycznie. Ani przez chwilę nie wierzę, żeby wszystkie klucze do charakteru można było znaleźć w dzieciństwie. Od mniej więcej trzech pokoleń Rosjanie żyją we wspólnych mieszkaniach i zatłoczonych pokojach, a nasi rodzice uprawiali miłość, kiedy my dzieci, udawaliśmy, że śpimy. Potem była wojna, głód, nieobecni, lub okaleczeni ojcowie, lubieżne matki, oficjalne kłamstwa w szkole i w domu. [...] - wszystko to nie miało większego wpływu na naszą moralność czy nasz zmysł estetyczny, czy wreszcie na nasza zdolność kochania i cierpienia.[7] A w innym miejscu tego samego eseju poświęconemu wspomnieniom lat wczesnej młodości, napisanego w 1976 roku, już z oddalenia spowodowanego emigracją, dodaje przemyślenie bardzo istotne, a dla Brodskiego charakterystyczne w swojej bezkompromisowości. W pewnym sensie nigdy nie było czegoś takiego jak dzieciństwo. Te kategorie - dzieciństwo, dorosłość, dojrzałość - wydają mi się bardzo dziwne i jeśli czasem posługuję się nimi w rozmowie, uważam je w duchu, na prywatny użytek, za wypożyczone. Myślę, że zawsze było jakieś "ja" wewnątrz tej małej, potem nieco większej skorupki, dookoła której działo się "wszystko". Wewnątrz tej skorupki istnienie, które zwiemy "ja", nigdy się nie zmieniło i nigdy nie przestało obserwować tego, co odbywało się na zewnątrz.[8] W każdym razie o faktach, które miały miejsce w naszym wieku niemowlęcym i wczesnym dzieciństwie człowiek dowiaduje się z relacji świadków, opowiedzą mu o nich jego najbliżsi i rodzinna dokumentacja. Gorzej kiedy początki te okrywa mrok niepamięci, lub kiedy toną w bezmiarze czasu. Wtedy budzi się potrzeba mitologizacji, uzupełnienia tak istotnego braku. Potrzeba poznania własnych, a nie zarejestrowanych przez świadomość, czy historię początków manifestuje się we wszystkich kręgach kulturowych w mitach. To wyraz tęsknoty człowieka do osadzenia swojej historii w jakimś kontekście, wyraz chęci posiadania korzeni, przodków. Właśnie zakorzenienia się. To próba ogarnięcia chaosu, zmienności, alogiczności otaczającego nas świata, to próba uporządkowania go na ludzką miarę, wywiedzenia chronologii, wyjaśnienia znaczeń funkcjonujących w danej kulturze symboli, obrzędów, czy zwyczajów, które są wspólną własnością wszystkich członków danej społeczności, które ją tworzą i spajają, stanowiąc o jej tożsamości, odrębności, odróżniającej ją jednocześnie od Innych.[9] Biblijnym początkiem historii ludzkiej naszego kręgu kulturowego jest akt stwórczy Boga-Demiurga powołującego do istnienia Adama. A jeszcze nie było żadnego krzewu polnego na ziemi ani nie wyrosło żadne ziela polne, bo Pan Bóg nie spuścił deszczu na ziemię i nie było człowieka, któryby uprawiał rolę, a tylko mgła wydobywała się z ziemi i zwilżała całą powierzchnię gleby, ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą.[10] Przyjrzyjmy się krajobrazowi. Jest martwy, pustynny, pozbawiony życia, a co za tym idzie i czasu. Jest miejscem, któremu nie został nadany jeszcze żaden ludzki sens. Bóg Stwórca i pusta ziemia mają wymiar nieludzki, podobnie jak Wieczność, czy niezmierzone przestrzenie Kosmosu. Krajobraz zostaje ożywiony przez obecność istoty ludzkiej, która od momentu swojego stworzenia, od prapoczątków, ma swoje miejsce dane jej przez Boga i która wraz z życiem uruchamia swój biologiczny czas istnienia. Czas początkowo nieograniczony. Przestrzeń początkowo rajska. Potem zasadził Pan Bóg ogród w Edenie, na wschodzie. Tam umieścił człowieka, którego stworzył.[11] Wszystko do momentu zrobienia przez człowieka użytku z danej mu wolnej woli, do momentu złamania zakazu i zerwania owocu z drzewa wiadomości dobrego i złego. Tak zaczyna się ludzka Odyseja. Odtąd poznajemy, odkrywamy, tworzymy ale za cenę wygnania, wiecznej tułaczki, cierpienia, tęsknoty za utraconym edenem. Boleśnie doświadczamy konsekwencji nierozważnego czynu naszych prarodziców. Wiemy już, że każdy wybór to równocześnie strata tego czego nie wybraliśmy, że poznanie jest rzeczą złudną, bo ograniczają nas nasze niedoskonałe zmysły i rozum, że życie, chociażby najdłuższe zawsze kończy się śmiercią, i że póki, co wędrowcami jesteśmy niepewnymi dnia, ani godziny, zagubionymi w niekoniecznie przyjaznym nam wszechświecie. Od nieposłuszeństwa zaczyna się nasza historia, od przekroczenia zakreślonej granicy, od pokusy, silniejszej od rozsądku, od ciekawości. Taki jest nasz mit o Początku. Taki jest początek historii ludzi z biblijnego kręgu, wychowanych w tradycji judeochrześcijańskiej.[12] I obojętnie czy ten mit przyjmujemy z dobrodziejstwem inwentarza, z pokorą i wiarą, czy jesteśmy sceptykami i będziemy go kwestionować, czy w ogóle nad nim zastanawiać się nie będziemy, to taka jest nasza tradycja. I wszelkie związane z nią konsekwencje. Brodski do tego kręgu należał. Nie będąc człowiekiem religijnym wielokrotnie w swojej twórczości poetyckiej sięgał do tematów biblijnych bezpośrednio, lub w niezliczonej ilości odniesień i cytatów.[13] Dramat Narodziny, stanowiące początek metaforycznej drogi człowieka, są sytuacją nieodwracalną. To fakt. Fakt przez człowieka niezawiniony, a brzemienny w skutki. Fakt dramatyczny. Rozumieć dramat to zrozumieć, że człowiek jest istotą dramatyczną. Dokonując krok po kroku rozjaśnienia ludzkiej egzystencji jako egzystencji dramatycznej, przywracamy pojęciu dramatu właściwy sens. Być istotą dramatyczną znaczy: przezywać dany czas, mając wokół siebie innych ludzi i ziemię jako scenę pod stopami.[14] Słowo dramat, z greki drama - czynność, działanie, od czasów "Poetyki" Arystotelesa kojarzone jest z teorią literatury. Dramat jest jednym z trzech głównych rodzajów literackich (obok epiki i liryki).Trzeba pamiętać, że oprócz poważnego dramatycznego charakteru, obok tragedii, zawiera w sobie: groteskę, satyrę i komedię. Istotą dramatu na płaszczyźnie językowej jest dialog, przeznaczeniem realizacja sceniczna.[15] Biorąc pod uwagę te cechy możemy łatwo wysnuć paralelę dramatu z życiem, gdzie śmiech przeplata się z płaczem, sytuacje tragiczne z komicznymi, gdzie człowiek koegzystuje z innym człowiekiem, a płaszczyzną wzajemnego porozumienia jest dialog , gdzie odkrywamy coraz to nowe formy dyskursów, gdzie do odegrania mamy szereg ról społecznych. Rzeczywistość ludzka realizuje się tu poprzez działanie, a napięcia przebiegają "pomiędzy", jest dynamiczna, wieloznaczna, kreatywna. Świat jako scena, od czasów co najmniej Szekspira, nie jest to oczywiście porównanie ani nowe, ani oryginalne, ale ciągle przywoływane i aktualne[16]. Wojna Na scenie życia Brodski pojawił się jednak nie w czasie radosnej fety, chociaż w wymiarze rodzinnym, narodziny zaliczamy raczej do wydarzeń radosnych niż smutnych, ale w czasie tragicznym. Była wojna. Wojna pomimo, że z perspektywy jednostki jawi się jako rzecz katastrofalna, apokaliptyczna, to w perspektywie historycznej raczej jest to rzecz zwykła, powszechna. Historia bez wątpienia musi się powtarzać, bo podobnie jak ludzie historia nie ma wielkiego wyboru.[17] Jak z obserwacji i częstotliwości występowania konfliktów zbrojnych wynika należymy do gatunku agresywnego ze skłonnościami i do okrucieństwa i destrukcji. Tworzymy i niszczymy, czasem robiąc te dwie rzeczy jednocześnie. Chętnie używamy przemocy i siły, ciągle doskonaląc się w tym zakresie. Zdobywamy, podbijamy, anektujemy, dzieląc przestrzeń na Swoją i Obcą, ludzi na Swoich i Obcych. Dorabiamy do tego ideologie, uprawiamy propagandę, wykorzystujemy symbole. Wojna jest czasem odwrócenia dotychczas obowiązujących wartości, jest wprowadzeniem chaosu, w świat porządku i ładu, po to by jakiś nowy porządek wprowadzić, jest rodzajem makabrycznej zabawy, jeśli przyjmiemy optykę widzenia natury ludzkiej Johana Huizingi historyka i filozofa kultury[18], który nazwał nasz gatunek homo ludens, zaś rozwijając tę myśl Roger Caillois zakwalifikował wojnę do gier i zabaw, a ściślej do ilinxu, gier ekstremalnych, emocjonujących, podnoszących poziom adrenaliny u jej uczestników. [19] Wojna jest zawsze czasem próby. Czasem zmagań, nierzadko heroicznych, w walce o byt, o godność, o człowieczeństwo; zmagań z materią, z własną słabością, z sumieniem. Jest też czasem ujawniania się niskich instynktów, podłości, egoizmu, nienawiści skierowanej przeciwko bliźniemu. Jest czasem trudnej ludzkiej solidarności, empatii, współczucia i rozumienia, ale też czasem zabijania. Wybory wojenne nigdy nie są proste, czy jednoznaczne, trzeba pamiętać o strachu, o bólu, o chęci odwetu. To że moje istnienie odbiera miejsce innemu istnieniu. Być może za tym kryje się doświadczenie ważne dla pokolenia Levinasa, który bardzo często w swych tekstach powiada ,że w ogóle istnienie jest złe, więc trzeba je usprawiedliwić przez dobro. Istnienie jest złe, bo zajmuję innym miejsce. Być może jem chleb przeznaczony dla nich. Być może mieszkam w mieszkaniu, w którym mogliby mieszkać. Zajmuję ich miejsce pod słońcem.[20] Historia nie liczy się z odczuciami pojedynczego człowieka, człowiek staje się z podmiotu, przedmiotem, a przedmiot bywał w ostatniej europejskiej wojnie zredukowany do numeru. Czas wojny jest czasem grozy, bo ludzkie życie nie jest już wartością. Wojna to przede wszystkim anonimowość śmierci. W "Całości i nieskończoności" Levinas pisze o śmierci bez twarzy. Jeśli życie człowieka jest jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne, nie tylko dlatego, że nie ma dwóch takich samych istot ludzkich, ale także dlatego, że nasz czas jest nieodwracalny, to śmierć powinna być fundamentalnym doświadczeniem, czymś wyjątkowym, jak koniec świata. I oto śmierć okazuje się niema i anonimowa.[21] Doświadczenie Levinasa, doświadczenie wojny jest tak ważne dla dookreślenia osoby Brodskiego ponieważ należał on również do narodu, skazanego przez ideologię faszystowską na zagładę. Brodski był Żydem, będąc równocześnie Rosjaninem, czyli należał do dwóch narodów tragicznie dotkniętych przez los w czasie minionej wojny. Sam jestem, oczywiście, Żydem - z krwi, z urodzenia, lecz nie - zapewne, niestety - wychowania. Tyle, jeżeli chodzi o poczucie więzi, może z wyjątkiem tego, że urodziłem się, gdy oni, tamci Żydzi, ginęli, lecz nie bardzo byłem świadom ich losu aż do późnych lat młodzieńczych (...) Miałem wątpliwy luksus bycia bezrozumnym berbeciem oddanym wdzięcznej paplaninie, kiedy tamci odchodzili z dymem krematoriów i komór gazowych na terenach znanych dzisiaj pod nazwą Europy Wschodniej i Środkowej, które jednak ja i część moich przyjaciół nadal uważamy za Azję Zachodnią. Mam również świadomość, że gdyby nie tych dwadzieścia milionów nie żyjących Rosjan, mógłbym się pod wieloma względami utożsamiać z żydowskimi ofiarami Trzeciej Rzeszy.[22] Przytoczmy lakoniczne, pozbawione emocji zdanie z encyklopedycznej notki dotyczącej historii Petersburga (Leningradu): Podczas II wojny światowej od września 1941 do stycznia 1944 roku zablokowany od strony lądu przez Niemców, bronił się skutecznie przed ich atakami około 900 dni dzięki determinacji głodujących mieszkańców (z głodu zmarło około 630tys. osób).[23] Brodski nie zapamiętał tych dni. Jego pierwsze, zresztą spisane dużo później (1976 roku) wspomnienia, dotyczą już lat powojennych: Kiedy wynurzyliśmy się spod wojennych gruzów, państwo było zbyt zajęte lizaniem własnych ran, żeby nas pilnować. Poszliśmy do szkół i aczkolwiek uczono nas tam wzniosłych bredni, widzieliśmy dokoła siebie cierpienie i biedę. Ruin nie da się przykryć stronnicą "Prawdy". Wystawy sklepów ziały pustką jak oczodoły kościotrupa, a chociaż byliśmy małymi dziećmi, instynktem wyczuwaliśmy tragedię.[24] Nie wiemy w jaki sposób matka Josifa z maleńkim dzieckiem przeżyła czas oblężenia. Przeżyli. Ojciec, w tym czasie zmobilizowany walczył w Marynarce Wojennej. Wojna zaczęła się dla niego w 1940 roku w Finlandii, a skończyła w 1948 roku w Chinach. Dosłużył się stopnia kapitana. Wrócił. Nigdy we wspomnieniach, czy rozmowach rodzice Josifa nie poruszali tematu blokady Leningradu. Stracili dom w wyniku bombardowania, ofiarą głodu padła jedyna siostra ojca. Spotkanie Poznałam osobiście Josifa Brodskiego prawie pięćdziesiąt lat później w moim rodzinnym mieście. 22 czerwca 1993 roku Brodski przyjechał do Katowic, by na Uniwersytecie Śląskim odebrać przyznany mu tytuł doktora honoris causa. Był już wtedy uznanym pisarzem, rosyjskim poetą i amerykańskim eseistą, profesorem, laureatem literackiej Nagrody Nobla za rok 1987. Uważano wtedy, że jest - obok Czesława Miłosza - najwybitniejszym żyjącym poetą Słowiańszczyzny. Towarzyszyli mu jego przyjaciele, poeci i tłumacze. Był Czesław Miłosz, Stanisław Barańczak, Wiktor Woroszylski, Andrzej Drawicz, Tomas Venclova, Jan Gondowicz, krytycy, literaturoznawcy, a także liczni czytelnicy. Warto wspomnieć również, że jednym z inicjatorów tego wydarzenia był ówczesny dyrektor Teatru Śląskiego Bohdan Tosza. Trzy lata wcześniej 20 października 1990 na scenie Kameralnej Teatru Śląskiego odbyła się prapremiera polska dramatu Brodskiego "Marmur" w jego reżyserii, a kilka miesięcy później zrealizowane zostało przez tego samego reżysera i aktorów Teatru Śląskiego słuchowisko radiowe "Proces Brodskiego" z Wiesławem Kańtochem w Roli Poety. Z okazji przyjazdu autora do Katowic przedstawienie wznowiono i Brodski je obejrzał. W moim macierzystym teatrze na Dużej Scenie odbyło się wielogodzinne spotkanie zwieńczone mówieniem przez poetów wierszy. Śpiewne, rytmiczne, podniosłe recytacje Brodskiego zapamiętałam jako niezwykłe.[25] Następnego dnia wieczorem, w bardzo już kameralnym gronie artystów Teatru Śląskiego z udziałem specjalnie na te okazję zaproszonej, Anny Polony, spotkaliśmy się z Brodskim na Scenie w Malarni. Wieczór poświęcony był czytaniu jego wierszy. Brodski zrobił na mnie kolosalne wrażenie jako człowiek, jako poeta, jako osobowość. Rozbrajające były jego nie wyczyszczone buty, jakby naoczny wyraz rosyjskości i nie przykładania wagi do rzeczy mało istotnych. Zabawne, że ubraniu Brodskiego strofę swojego wiersza poświęciła Julia Hartwig: Ubrania rzecz błaha lecz można by o nich napisać traktaty Lubiłam jak niedbale nosił się Josif Brodski marynarka płócienna zawsze trochę pognieciona pasowała do jego nieśmiałej nonszalancji tak właśnie - myślałam - powinien się ubierać Josif Brodski[26] Brak troski o własne zdrowie (wszyscy wiedzieliśmy o bardzo poważnej chorobie serca Brodskiego) demonstrował paląc ogromne ilości papierosów. Był autentycznie zaangażowany i bardzo wzruszony kiedy sam czytał, lub kiedy my czytaliśmy poezję. Widać było, że przywiązuje do żywego obcowania ze słowem poetyckim ogromna wagę, że ma to dla niego wielkie znaczenie, że to jego żywioł, spełniające się posłannictwo. Wyczuwało się w nim i wrażliwość i skromność i bezpośredniość, ale i wielki intelekt. Świetnie te cechy uchwycił Piotr Fast w przedmowie do swojej książki "Spotkania z Brodskim (dawne i nowe)" Brodski jest poetą emocji i prywatności. Jako człowiek niezwykle wrażliwy zapisał jednak ów świat emocji w taki sposób, iż nie zawsze i nie każdy umie za fasadą poetyckiej ornamentyki (metaforyki, organizacji rytmicznej, wirtuozowskiej konstrukcji rytmu) dostrzec świat człowieka, którego łatwo zranić. Poeta zaszyfrował bowiem swoja wrażliwość- z jednej strony jak gdyby lękając się banału, a z drugiej zaś - obawiając się o swoją prywatność. Potrafi więc czasem być ordynusem, czasem rezonującym mentorem. Zawsze jednak obiektem jego poezji jest wewnętrzny prywatny świat człowieka, stojącego twarzą w twarz z samym sobą.[27] Dzięki spotkaniu w Katowicach sięgnęłam po teksty Brodskiego i dzięki nim to spotkanie ciągle trwa i jest żywe. Spotykam się z Brodskim czytając jego poezje i eseje. Brodski przez te lata stał mi się naprawdę bliski. Odpowiada mi jego sposób postrzegania świata, niezależność i oryginalność myślenia, wewnętrzna wolność, imponuje mi erudycja. Przez lata ukształtowało się we mnie przekonanie, że liryka i eseistyka Brodskiego zawiera taki emocjonalny sens z którym byłabym skłonna się w znacznym stopniu utożsamić. Tekst Spuścizną jaką zostawia po sobie pisarz są jego książki. Dorobek literacki. Słowa utrwalone w piśmie. Teksty. Teksty, które są zarówno źródłem naszej wiedzy o świecie, jak i źródłem naszej wizji świata. Teksty, które po upublicznieniu zaczynają żyć własnym życiem, stają się tworami autonomicznymi istniejącymi już w oderwaniu od autora. Pępowina łącząca twórcę z dziełem zostaje przecięta. Teorią czytania tekstów zajmuje się hermeneutyka, z greckiego hermeneutikos - dotyczący wyjaśnienia, hermeneus- tłumacz. Jak przypomina Maria Janion, w rozdziale "Humanistyki" poświęconej hermeneutyce, na przestrzeni dziejów było wiele hermeneutyk i były one rozmaite. Była hermeneutyka grecka (Platon), były hermeneutyki żydowskie, hermeneutyka Ojców Kościoła, alegoryczna egzegeza średniowieczna, była hermeneutyka humanistyczna doby Oświecenia, była hermeneutyka protestancka doby reformacji, hermeneutyka romantyczna i wreszcie hermeneutyka rozumiejąca, której podwaliny stworzył teolog protestancki Schleiermacher, będący mistrzem Diltheya do którego myśli odwołują się i Heidegger, i Gadamer, i Ricoeur, i Poulet. Przez lwią część czasu hermeneutyka zajmowała się tekstami świętymi, aż do zwrócenia uwagi na medium jakim jest język, mowa, pismo.[28] Największy autorytet w teorii hermeneutyki, Schleiermacher, dowodzi: "Wszelką przesłanką w hermeneutyce jest jedynie język". Tym sformułowaniem jako obowiązującą dyrektywą posługuje się twórca współczesnej hermeneutyki filozoficznej H. G. Gadamer, dla którego język jako mowa i pismo stanowi początek i koniec hermeneutyki. Charakterystyczne są przemiany koncepcji Diltheya, który początkowo hermeneutyka obejmował tylko "utrwalone w piśmie przejawy życia" [...] , a później poszerzył jej zakres na "wszelkie twory ducha". Wszystko zatem, w czym duch "się zapisuje", może stanowić tekst dla hermeneutyki.[29] W systemie hermeneutycznym czynić myśli zrozumiałymi, objaśniać teksty, uczyć innych rozumieć siebie, oznacza przede wszystkim ujawniać to co ukryte.[30] Natomiast Katarzyna Rosner w "Hermeneutyka jako krytyka kultury. Heidegger, Gadamer, Ricoeur" znakomicie i wyczerpująco wykłada filozoficzne zaplecze hermeneutyki. Z perspektywy filozofii rozumiejącej analizuje jej rozwój i wszystkie najistotniejsze zagadnienia, a co za tym idzie jasno precyzuje czym jest obecnie najnowsza hermeneutyka.[31] W centrum jej zainteresowanie znajduje się oczywiście tekst, ale nie mniej ważny staje się dookreślający, aktualizujący go, uważny odbiorca-interpretator. Z tej wzajemnej relacji wynika, że posłużę się określeniem Romana Ingardenem, konkretyzacja tekstu, jego nowe odczytanie i jego rozumienie. Tekst rozumiany hermeneutycznie pozostaje w żywym związku z osoba interpretującego, nie jest wiec ani zewnętrznym wobec niego dziełem sztuki, ani dokumentem z przeszłości. Rozumienie zakłada przezwyciężenie dzielącego nas od tekstu dystansu, przyswojenie go. Inaczej mówiąc, warunkiem rozumienia jest taki stosunek do tekstu, który uczyni z niego odpowiedź na nasze (odbiorcy) problemy egzystencjalne, na pytania zakorzenione w naszej rzeczywistości historycznej. Rozumienie tekstu, a tym samym obcowanie z kulturą, ma ostatecznie swój cel w tym, że służy poszerzeniu naszej samoświadomości.[32] Z drugiej strony, chociaż bazuję na rozczytywaniu sensów tekstów, nie chciałabym stracić z oczu ich autora. Jest przywołany z imienia i nazwiska w tytule, jest obecny. Natomiast nie interesuje mnie ani jego psychologia, motywacje, sposoby tworzenia, życie osobiste, czy jakakolwiek inna "prawda" o tym konkretnym człowieku. Brodski, obecny w swoich tekstach, stanowi dla mnie pretekst do rozważań szerszych, ogólnych, egzystencjalnych i antropologicznych, do wysnuwania refleksji korespondujących z doświadczeniami własnymi i innymi tekstami kultury. Poza tym niemożliwością i niedorzecznością jest rozgraniczać i dzielić rzeczy złożone, nakładające się na siebie, zazębiające się, pozostające ze sobą we wzajemnych, dynamicznych stosunkach, a mających niejasno określone granice i nieostre kontury. Mając świadomość potrójnej roli w jakiej się znajduję: po pierwsze jako pisząca te słowa, po drugie jako czytelnika, a po trzecie interpretatorka mam świadomość stosowania różnych optyk i środków. Czytanie to bezpośrednie obcowanie z tekstem. Interpretacja to próba zrozumienia go poprzez siebie będącego-w-świecie. Gadamer twierdzi, że w interpretacji dokonuje się fuzja horyzontów - przeszłego i naszego, współczesnego, który zresztą nie jest nieruchomy, lecz znajduje się w ciągłym ruchu, jest nieustannie formowany.[33] "Prawdziwie" hermeneutycznie jest przecież tylko takie doświadczenie, po którym nie jesteśmy już tacy sami, jacy byliśmy przed nim.[34] Pisanie natomiast to tworzenie w języku. Język nie wyznacza sfery tego, co można wypowiedzieć, którą można by przeciwstawić sferze tego co niewyrażalne. Język ogarnia wszystko, co możemy pomyśleć. Konsekwencją uniwersalności języka jest wewnętrzna nieskończoność dialogu: można go przerwać, ale nie można wyczerpać.[35] Pisząc dokonujemy translacji myśli na język pisany, znajdujemy się tym samym w zupełnie innym porządku niż myślenie czy mówienie. Dokonujemy selekcji, ale przede wszystkim formalizujemy, formułujemy. Pamiętając również o Wittgensteinowskiej uwadze, że czasem ważniejsze jest to czego nie ma, co umyka, lub się w tekście nie mieści. No i żeby uniknąć posądzenia o banalność sformułowań, czy też ich wtórność zacytuję Leszka Kołakowskiego z jego przedmowy do własnej książki "Obecności mitu": Wolno mi twierdzić [...] iż uprzystępniam po prostu zastany dorobek; tym samym wolno mi się powstrzymać od dokładnego rozdzielanie własnych myśli na własne i cudze, zwłaszcza że niepodobna tego zrobić naprawdę, bo niepodobna spamiętać wszystkich, którym się coś zawdzięcza, a w ostatecznej analizie okazać by się musiało z pewnością, że cokolwiek mamy, zawdzięczmy innym.[36] Koniec A o ile trudno, a priori, było mam wskazać drogi, po których będziemy się poruszać, to z całą pewnością wiemy, że zaprowadzą nas one do końca. Bo tam gdzie jest początek musi być i koniec, taki jest porządek logiczny czasu linearnego, niepowtarzalnego w którym przebiega nasz życie i z którym, siłą rzeczy, musimy się identyfikować. Nawet jeżeli przyjmiemy perspektywę czasu cyklicznego, to idąc po kole czasu wrócimy do punktu wyjścia, zamykając tym samym cykl, czyli coś zamkniemy, zakończymy. Pomiędzy : "na początku było Słowo" a "reszta jest Milczeniem" zawiera się cały czas ludzki, czas świata, czas dany, czas wypowiedziany. Tak jak miedzy Alfą i Omegą zawiera się cały grecki alfabet, przy czym i alfa i omega do tego zbioru należą. I tak jak Początek, również i Koniec wymyka się ludzkiemu poznaniu. Wiemy, że nastąpi, że się zbliża, że jest konsekwencją i koniecznością Świadomość taka towarzyszy człowiekowi jak cień. Refleksja nad nieuchronnością przemijania przygnębia, bo obnaża ludzką marność, bezsilność, chwilowość i samotność. Bowiem każdy swój koniec przeżywać (przeżywać to chyba nie najwłaściwsze słowo w kontekście umierania) będzie sam, indywidualnie. Śmiercią nie do się z nikim podzielić. Można mieć nadzieję na trwanie nasze w pamięci, czy sztuce, ale to trwanie jest już poza naszym czasem. Bułhakowowskie "rękopisy nie płoną" - wypowiedziane, jak na ironię ustami Wolanda, to marne pocieszenie, złudzenie, pobożne życzenie? Język, czy pismo trwa co prawda dłużej niż człowiek , ale też się starzeje, też ulega czasowi i też ginie. Ciekawą perspektywę patrzenia na czas daje nam fizyka cząstek elementarnych Wszystko przemija z czasem, wszystko się "starzeje", z jednym wyjątkiem: cząstek elementarnych. Władza czasu oznacza przekształcenie, ewolucję. Wszystko czego dotyka czas, zużywa się, unicestwia. Ale według obecnego stanu wiedzy cząstki nie ewoluują, nie zmieniają się. [...] czas nie jest atrybutem podstawowej materii, lecz formy. W chwili kiedy cząsteczki zaczynają tworzyć atomy, a atomy molekuły, nieuchronnie pojawia się czas i unosi powstałe twory. Oto cena, jaką trzeba zapłacić, zwłaszcza gdy chodzi o tak złożone formy jak my. Wszelkie formy.[37] Brodski filozofii czasu i przemijania poświęcił wiele miejsca w swojej twórczości. Czas był dla niego zdecydowanie bardziej interesujący i ważniejszy od przestrzeni. Sam miał świadomość kruchości własnego życia, bowiem żył z wrodzoną wadę serca i wiedział, że jego czas jest bardzo ograniczony. Przeżył dwa zawały, trzeci był śmiertelny. Kochał Wenecję. Miasto na wodzie, którego już sama nazwa jest synonimem piękna i przemijania. Byłem zawsze zwolennikiem koncepcji, że Bóg to czas, [...]. Wydawało mi się w każdym razie, że jeśli Duch Boży unosił się nad wodami, siłą rzeczy musiał się w tych wodach odbijać. Stąd mój sentyment do wody, do sfałdowań, zmarszczek, i kręgów na jej powierzchni, a także - jako że pochodzę z Północy - do jej szarości. Sądzę po prostu, że woda jest obrazem czasu [...] Pionowa koronka weneckich fasad jest najlepsza taką linią i linijką, jaką gdziekolwiek na naszej terra firma pozostawił czas-alias-woda. [...] To tak jakby przestrzeń, uznająca tutaj bardziej niż gdziekolwiek indziej swoja niższość względem czasu, znajdowała na nią odpowiedź w postaci jednej wartości, której czas nie posiada; piękna. [38] Do Wenecji z Brodskim warto się udać. Można być również w Petersburgu, Rosji, Królewcu, Rzymie, Ameryce. Myślę, że czeka nas fascynująca podróż śladami domu, imperium, granicy, fundamentu, życia i śmierci. Tropić możemy też w tekstach Brodskiego zwierciadła, wodę, zimę, pył, miasto-labirynt. Tymczasem zakończmy nasze dywagacje, ze świadomością wielu niedomówień, zdaniem korespondującym z ich początkiem. Josif Brodski zmarł 28 stycznia 1996 roku w Nowym Jorku. Pochowany został, zgodnie ze swoja ostatnia wolą, na weneckim cmentarzu na wyspie San Michele 21 czerwca 1996 roku. [1] J. Tischner, Filozofia dramatu, Kraków 1998, s. 276. [2] J. Brodski, Gorbunow i Gorczaków, [w:] tegoż, Wiersze i poematy, przekł. K. Krzyżewska, Kraków 1993, s. 139. [3] Dla Josifa Brodskiego jest to zagadnienie prymarne i zajmujące w jego twórczości niebagatelne miejsce. Dla pisarz język jest warsztatem, środkiem i celem. [cyt.] Jeżeli w ogóle można mówić o funkcji społecznej kogoś, kto sam się zatrudnia, to funkcją społeczną poety jest pisanie, którego nie uprawia na zamówienie społeczne, lecz z własnej woli. Obowiązuje go jedynie powinność wobec języka, czyli musi pisać dobrze. J. Brodski, Nieskromna propozycja,[w:] tegoż, Pochwała nudy ,przekł. A. Kołyszko, M. Kłobukowski, wybór i oprac. S. Barańczak, Kraków 1996, [cyt.] (...) poezja, jako najdoskonalsza forma ludzkiej mowy, nie tylko przedstawia doświadczenia ludzkie w najbardziej zwięzły, skondensowany sposób, lecz również ustanawia najwyższy standard wszelkich poczynań językowych - zwłaszcza na papierze. J. Brodski, Jak czytać książki, tamże, s. 82. [4] Zob. E. O. Wilson, O naturze ludzkiej, Poznań 1998. [5] J. Tischner, Filozofia dramatu, Kraków 1998, s. 8. [6] Celowo nie rozwijam tematu istotnej dla Z. Freuda teorii popędów: libido i destrudo, jako przejawów wszechobecnej, a krytykowanej już we wczesnym okresie krystalizowania się poglądów psychoanalitycznych - panseksualności. Zainteresowanych odsyłam do Z. Freud, Wstęp do psychoanalizy, przekł. i wstęp K. Obuchowski, Warszawa 1992. oraz do W. Szewczuk, Zygmunt Freud i jego koncepcja człowieka, [w:] Z. Freud, Psychopatologie życia codziennego, Marzenia senne, przekł. W. Szewczuk, Warszawa 1987, s. 7-30. [7] J. Brodski, Sztuka dystansu, [w:] tegoż, Śpiew wahadła, przekł. K. Tarnowska i A. Konarek, "Zeszyty Literackie" Lato 1996, nr 55, s. 9. [8] Tamże, s. 15. [9] Por. M. Elliade, Sacrum, mit, historia .Wybór esejów, wybór M. Czerwiński, przeł. A. Tatarkiewicz, Warszawa 1974, "Mit jest więc opowieścią o tym, co stało się in illo tempore (...). Mit obwieszcza wystąpienie nowej sytuacji kosmicznej albo prawydarzenia. Jest to więc opowieść o dziele stworzenia: opowiada się o tym, jak się cos dokonało, jak zaczęło b y ć." [10] Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Pierwsza Księga Mojżeszowa 2, 5. Warszawa 1975. [11] Tamże, 2, 8. [12] Zob. T. Żychiewicz, Stare Przymierze, Kraków 2000. Bardzo dobra, nieortodoksyjna wykładnia Pism Starego Testamentu z czasem zaskakują egzegetów interpretacją. Szczególnej uwadze polecam trzy pierwsze rozdziały: Genesis, Exodus i Kohelet, s. 17-450. [13] Zob. chociażby J. Brodski, Izaak i Abraham, [w:] tegoż, Wiersze i poematy, Krzyżewska, Kraków1993, [14] J. Tischner, Filozofia dramatu, Kraków 1998, s. 7. [15] Zob. M. Głowiński, T. Kostkiewiczowia, A. Okopień-Sławińska, J. Sławiński, Słownik terminów literackich, Warszawa-Wrocław-Kraków 2000, [16] Zob. E. Goffman, Człowiek w teatrze życia codziennego, oprac. wstęp J. Szacki, przeł. H. i P. Śpiewakowie, Warszawa 1981. [17] J. Brodski, Sztuka dystansu, [w:] tegoż, Śpiew wahadła, przekł.. K. Tarnowska i A. Konarek, "Zeszyty Literackie" Lato 1996, nr 55, s. 24. [18] Zob. J. Huizinga, Homo ludens, Zabawa jako źródło kultury ,przekł. M. Kurecka, W. Wirpsza, Warszawa 1985. [19] Zob. R. Caillois, Żywioł i ład, przekł. A. Tatarkiewicz, Warszawa 1973. [20] T. Gadacz, O twarzy innego, [w:] K. Janowska, P. Mucharski (red.), Rozmowy na koniec wieku, Kraków 1999, s. 141. [21] Tamże, s. 136. [22] J. Brodski, Profil Klio, [w:] tegoż, Pochwała nudy, przekł. A. Kołuszko, M. Kłobukowski, wybór i oprac. S. Barańczak, Kraków 1996, - 109. [23] Nowa encyklopedia powszechna PWN, Warszawa 1996, [24] J. Brodski, Sztuka dystansu, [w:] tegoż, Śpiew wahadła, "Zeszyty Literackie" Lato 1996, nr 55, s. 21. [25] Por. A. Kałomirow, Iosif Brodskij (Miesto) (fragment), S. Łucje, Swoboda pośledniego słowa (fragment), G. Janeczek, Brodski mówi" Pamięci (fragment), [w:] J. Szymak-Reiferowa, Josif Brodski, Katowice 1993, Są to relacje świadków o specyficznym dla Josifa Brodskiego sposobie mówienia poezji. [26] J. Hartwig, Krótka rozprawka o ubraniach, [w:] "Zeszyty Literackie" Jesień 2002, nr 80, [27] P. Fast, Spotkania z Brodskim (dawne i nowe), Katowice 2000, [28] Zob. M. Janion, Hermeneutyka, [w:] tegoż, Humanistyka: Poznanie i terapia, Warszawa 1982. [29] Tamże, s. 125-126. [30] Tamże, s. 126-127. [31] Zob. K. Rosner, Hermeneutyka jako krytyka kultury. Heidegger, Gadamer, Ricoeur, Warszawa 1991. [32] Tamże, s. 10. [33] Tamże, s. 162. [34] Tamże, s. 169. [35] Tamże, s. 175. [36] L. Kołakowski, Obecność mitu, Warszawa 2003, s. 10. [37] J. C. Carriere, Pytania Sfinksa, [w:] Rozmowy na koniec czasów, rozmawiali C. David, F. Lenoir, J. P. de Tonnac, przekł. Justyna i Aleksandra Łukaszewicz, Wrocław 2000, s. 141-142. [38] J. Brodski, Znak wodny, [w:] "Zeszyty Literackie" Lato 1992, nr 39, do góry
Słowo ironia (z grec. eirōneía ‘udawana niewiedza, pozorowanie czegoś’) oznacza – jak wiadomo – ‘drwinę, złośliwość, kpinę, wyśmiewanie lub szyderstwo ukryte w wypowiedzi pozornie aprobującej’. Ktoś może się z ironią w głosie o kimś wyrażać, a zjadliwa ironia – kogoś do żywego zranić. Ironia bywa zazwyczaj gorzka, gryząca, jadowita. Zdarza się, że ktoś powie: O, jaka śliczna piosenka, podczas gdy nie da jej się za bardzo słuchać. Albo: – Tato, dostałem jedynkę ze sprawdzianu z matematyki. A tata: – To bardzo dobra ocena jak na ciebie… I to jest właśnie ironia. Funkcjonuje również w polszczyźnie wyrażenie jak na ironię. Mówi się tak o sytuacji, w której jakiś niespodziewany czynnik psuje przewidywany przebieg czegoś’ (cytuję za Uniwersalnym słownikiem języka polskiego PWN pod redakcją Stanisława Dubisza, Warszawa 2003, t. III, s. 1242). Powie się: Oglądałem ciekawy mecz i jak na ironię ktoś w mieszkaniu za ścianą włączył wiertarkę i huk był nie do wytrzymania. Pamiętajmy o tym, że nie należy mówić i pisać jak na ironię losu, tylko zawsze jak na ironię. Ironia losu to również ‘zaskakujący, niepomyślny rozwój wypadków, które zapowiadały się pomyślnie’, a więc ma znaczenie podobne do znaczenia wyrażenia jak na ironię (i może to być mylące…). Nie wolno jednak owych określeń krzyżować (kontaminować). Jest ironia losu, ale powiedzenie jak na ironię (a nie: jak na ironię losu). Pan Literka
Piotr Mylnikow prowadził czat w internecie, na którym komentował bieżące wydarzenia Mężczyzna zamieścił dwa pliki z informacjami o wojnie w Ukrainie, wtedy zainteresowały się nim organy ścigania Mylnikow został skazany na drakońską karę 1 mln rubli. Niczego nie żałuje. "Jeśli masz karaluchy w domu, musisz je wytępić" - podkreśla. Tekst publikujemy dzięki uprzejmości serwisu Meduza. Prosimy o wsparcie pracy niezależnych rosyjskich dziennikarzy z Meduzy Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu. Jeśli nie chcesz przegapić żadnych istotnych wiadomości — zapisz się na nasz newsletter *** W 2007 r. próbowałem dostać się do gubernatora, aby uzyskać pieniądze na projekt rozwoju budownictwa mieszkaniowego i użyteczności publicznej w ramach ogólnokrajowego programu reformy przemysłu. W tym czasie wprowadzano ustawę federalną, która miała doprowadzić do samowystarczalności sektora mieszkaniowego i komunalnego, a to wymagało uporządkowania wszystkiego: remontów budynków mieszkalnych i całej infrastruktury. Wówczas na ten projekt przeznaczono około 400 mld rubli. Na naszym osiedlu wszystko się rozpadało i trzeba było to jakoś sklecić. Starałem się popchnąć ten projekt do przodu i pracowałem nad nim przez prawie rok. Jednak ze względu na niechęć naczelnika miasta do realizacji tego projektu, nic z niego nie wyszło. Czytaj też: Rosja ćwiczyła z bronią jądrową. "Katastrofalny scenariusz dla wszystkich" Wtedy zdałem sobie sprawę, że w tym kraju nie można nic zrobić. Wydaje się, że próbujesz i próbujesz, a potem po prostu wylatujesz za to, że patrzysz na kogoś w niewłaściwy sposób: każdy urzędnik musi się uśmiechać. "Żyjemy w ruinach" W 2016 r. wystartowałem w wyborach samorządowych, bo początkowo nie było żadnych kandydatów. Następnie, pod koniec okresu rejestracji, zgłosiło się jeszcze 14 osób z różnych partii, ale w większości wszyscy zgłosiliśmy się sami. Wtedy postanowiłem porzucić ten pomysł i pozwolić, by wystartowali ci, którzy naprawdę tego potrzebują. Historia mojego internetowego czatu "Żyjemy w ruinach", za który byłem ścigany, rozpoczęła się w 2019 r., po mojej podróży do Szanghaju. Przyjrzałem się, jak żyją ludzie w Chinach, wróciłem stamtąd i zdałem sobie sprawę, że nasz poziom rozwoju jest gdzieś w przeszłości. Infrastruktura w Szanghaju jest zorganizowana w taki sposób, że można się po prostu zachwycić: nie ma korków, a miasto jest ogromne. To tam po raz pierwszy zobaczyłem, że tory kolejowe można budować w trzech poziomach jeden na drugim. Postanowiłem stworzyć czat w aplikacji Viber, na którym będę omawiał problemy, z jakimi boryka się nasza lokalna społeczność. Rozmawialiśmy na przykład o korupcji, rozpadającej się infrastrukturze, rosnących cenach mediów i ogólnie o pracy władz lokalnych. Wybrałem Viber, ponieważ większość mieszkańców naszego miasta ma telefony, które kosztują 8-10 tys. rubli (500-700 zł) i mają małą pojemność pamięci; 8-16 gigabajtów, podczas gdy normalne działanie Telegramu wymaga znacznie więcej. Ceny lepszej jakości telefonów zaczynają się od 15 tysięcy rubli, co dla mieszkańców Ołowiannej [osiedle typu miejskiego w Kraju Zabajkalskim na dalekim wschodzie Rosji – przyp. red.] jest dość wysoką ceną. Próbowaliśmy stworzyć odpowiednik naszego czatu w Telegramie, ale to się nie udało, ponieważ nie było tam wystarczająco dużo osób. 143 osoby Natychmiast dodałem wszystkich moich przyjaciół do czatu, a oni zaczęli rozpowszechniać link w sieci. Stopniowo liczba uczestników czatu rosła. Obecnie przebywają na nim 143 osoby. Po 24 lutego wszystkie rozmowy toczyły się wokół wojny; wyrażaliśmy swoje opinie, żartowaliśmy z władz, dyskutowaliśmy o tym, co się dzieje. Ktoś odszedł z czatu, gdy zaczęła się wojna, kolejne trzydzieści osób odeszło po historii o mojej sprawie karnej. Na czacie nie ma cenzury — każdy może wyrazić swoją opinię. Osoby, które mianowałem na stanowiska administratorów, przestrzegają tej zasady. Na czacie są jednak osoby, które popierają Putina, i takie, które są mu przeciwne. Reszta tekstu pod materiałem wideo: Zarzucono mi, że opublikowałem dwa dokumenty, które już krążyły po sieci — postanowiłem wysłać je na czat. Pierwszy z nich mówił, że zwłoki osób, które zginęły na wojnie, zostaną spalone. Jest to sytuacja zrozumiała — kto będzie się nimi zajmował? Ponadto Ministerstwo Obrony ma mobilne krematoria, a te są do czegoś potrzebne. W drugim pliku była informacja o tym, że najbardziej ideowi młodzieńcy z organizacji młodzieżowej "Młoda Armia" są wysyłani na wojnę, gdy tylko ukończą 18 lat. Ponieważ nasza wioska jest mała, na czacie byli policjanci, prokurator i funkcjonariusz służb. Wydaje mi się, że to jeden z nich doniósł o sprawie. Zobacz też: "Traktujemy zmarłych Rosjan lepiej niż oni żywych Ukraińców". Pociągi wywożą ciała Rosjan Dokumenty opublikowałem 5 marca, a około 15 marca dowiedziałem się od znajomych, że jestem już "pod obserwacją". Że jestem prawie pierwszy na liście i że wkrótce po mnie przyjdą. Nie wiem, skąd wzięli te informacje. Jak na ironię Zostałem zatrzymany 28 marca w drodze do pracy. Jak na ironię, właśnie dostałem pracę w Ministerstwie Obrony — polecił mnie tam mój kolega, a ja wysłałem podanie jeszcze przed wojną, w grudniu. Zajmowałem się tam sieciami ciepłowniczymi. Kiedy wraz z kolegą pojechaliśmy do jednostki do pracy, na drodze było już wielu policjantów — w miejscach, w których zwykle nie stoją. Zauważyłem, że patrzą na nas spode łba. Wtedy drogę zagrodził nam radiowóz, a w nim funkcjonariusze Federalnej Służby Bezpieczeństwa — dwóch w masce i jeden bez. Poprosili mnie, żebym z nimi pojechał, i wepchnęli do samochodu. Od razu rzucili mnie na podłogę. Krzyczeli, pytali, komu przekazuję pieniądze, kogo finansuję, co publikuję. Podniosłem na nich głos, bo wygadywali bzdury. Potem zabrali mnie do domu i przeszukali: szukali sprzętu, zabrali mi pendrive'y, jeden komputer i telefony. Następnie udaliśmy się do śledczego, sprawę przejął naczelnik wydziału. Zaczęli zadawać mi pytania o to, co to za czat, co się tam publikuje itd. Nieustannie uzgadniali pytania z Czitą [stolica Kraju Zabajkalskiego] — mówili, że robią to, ponieważ mój przypadek był pierwszy i nie było protokołów, jak go prowadzić. W specjalnym trybie Ogólnie rzecz biorąc, ich zachowanie wobec mnie było normalne, nikt mi nie groził ani nie bił. Na przykład, gdy powiedziałem, że chcę zapalić, spokojnie zeszli ze mną na dół i czekali, aż skończę papierosa. Rozumiałam, że mogę dostać surowy wyrok, ale nie bałam się. Natychmiast zasugerowałem śledczemu, żeby nie zawracali sobie mną głów i zamknęli sprawę "w specjalnym trybie". Chciałem uniknąć niepotrzebnego postępowania. W tym przypadku można było wnieść sprawę do sądu w ciągu 10 dni, ale ostatecznie i tak była ona wstrzymana przez dwa miesiące. Zobacz również: Rosja prowadzi tajną mobilizację na terenie Ukrainy. Chce wysłać na front także kobiety Jeśli chodzi o nagranie wideo, w którym przyznaję się do błędu, jeden z funkcjonariuszy FSB poprosił mnie o nagranie, rzekomo do raportu. Zgodziłem się, nie było żadnych gróźb z jego strony. Powiedział, że to opublikuje — nie sprzeciwiłem się. W rzeczywistości sam wysłałem go na nasz czat, aby ludzie mogli zobaczyć, co się dzieje. Potraktowałem to z ironią i napisałem, że nasz chat room jest teraz pokazywany na kanałach federalnych. Przydzielono mi obrońcę z urzędu, nie korzystałem z usług adwokata i postanowiłem napisać zeznanie. Dlaczego warto być trochę niepoważnym? W rzeczywistości napisałem te posty właśnie po to, by zdyskredytować armię. Otwarcie powiedziałem, że nie popieram wojny. Nie zaprzeczyłem temu ani mojemu prawnikowi, ani prowadzącemu dochodzenie i w pełni przyznałem się do winy. Najśmieszniejsze jest to, że nawet mój prawnik próbował mi opowiadać o tym, że "Lenin stworzył Ukrainę", ale komu miałbym udowodnić swoją rację? Służby bezpieczeństwa powiedziały: "Doigrałeś się, po co ci były te wszystkie kłopoty? Dostaniesz od tego wrzodów na tyłku". Można odnieść wrażenie, że ludzie z organów ścigania oglądają telewizję 24 godziny na dobę. Oni szczerze wierzą, że tam w Ukrainie są naziści. Po przesłuchaniu w biurze śledczym zostałem natychmiast zwolniony do domu; nie dostałem zakazu wyjścia z domu. Spokojnie zadzwoniłem po taksówkę i pojechałem. Nic takiego nie miało miejsca przez następne dwa miesiące przed procesem. Oczywiste jest, że nie mogłem już dłużej pracować w Ministerstwie Obrony Narodowej, ostatecznie pracowałem tam przez dwa miesiące. I, szczerze mówiąc, sam chciałem stamtąd odejść. Pracowałem tam jako szef ogrzewania, a pod moim dowództwem było pięciu innych kierowników kotłowni. W pierwszym miesiącu otrzymałem pensję w wysokości 25 tys. rubli. A stan wszystkich kotłów był taki, że trzeba było je rozebrać i odbudować, wszystko tam było zrujnowane. "Samemu nic nie zmienicie" Proces przebiegł bez żadnych skarg, sędzia mruczała monotonnie wszystko, co miała do powiedzenia, a 26 maja zapadł wyrok. Za dwa pliki otrzymałem karę w wysokości 1 mln rubli. Prokurator wyszedł po procesie i powiedział: "Piotrze Iwanowiczu, nie należy sikać pod wiatr, a samemu nic nie zmienicie". Powiedział, że w Rosji nie może dojść do rewolucji, ale tak właśnie myślano w Rosji carskiej, a potem były dwie rewolucje. Zobacz też: "Jemy psy, nie ma nic do jedzenia". SBU przechwyciła szokującą rozmowę Rosjan Obecnie sytuacja z tą grzywną nie jest jeszcze całkowicie zamknięta i nie wiadomo, co będzie dalej. Planuję złożyć odwołanie w celu obniżenia kwoty, a następnie napiszę oświadczenie, że chcę stopniowo spłacać karę. Trudno jednak na razie powiedzieć, jak to się ułoży. Nie zamierzam nigdzie wyjeżdżać ani nigdzie uciekać. Kiedy wybuchła wojna, ludzie z Ukrainy pisali do mnie z pytaniem, jak nam się tu żyje i czy w ogóle chcę wyjechać. Zawsze mówiłem, że tu się urodziłem, tu jest mój dom. Jeśli masz karaluchy w domu, musisz je wytępić. Dziękujemy, że jesteś z nami. Zapisz się na newsletter Onetu, aby otrzymywać od nas najbardziej wartościowe treści. (tom)